Laudacja wygłoszona przez prof. Adama Bobrowskiego

Jego Magni­fi­cen­cjo Rektorze!

Wysoki Sena­cie! Sza­nowna Pani Profesorowo!

Sza­nowni Zebrani!

1

Mam zaszczyt przed­sta­wić Pań­stwu wybit­nego mate­ma­tyka, pro­fe­sora zwy­czaj­nego, dok­tora habi­li­to­wa­nego Jana Marie Kisyń­skiego, ucznia pro­fe­sora Adama Bie­lec­kiego, jed­nego z zało­ży­cieli UMCS i lubel­skiego śro­do­wi­ska mate­ma­tycz­nego. Adama Bie­lec­kiego, który w Kra­ko­wie stu­dio­wał u Witolda Wil­ko­sza, który z kolei był uczniem Sta­ni­sława Zaremby, który był w Paryżu uczniem Emila Picarda i Gastona Dar­boux, który był tamże uczniem Michela Cha­slesa, który był uczniem Simona Pois­sona, który był uczniem Jose­pha Lagrange’a, który w Tury­nie uczył sie u Leonarda Eulera, który w Bazy­lei uczył się u Johana Bernoulli’ego, ucznia Jacoba Bernoulli’ego.

2

Przed­sta­wiam Pań­stwu mate­ma­tyka nie­zwy­kłego, jakiego Lublin do tej pory się nie docze­kał, pierw­szego i jedy­nego w tym mie­ście mate­ma­tyka — członka Pol­skiej Aka­de­mii Nauk, naukowca, któ­rego z powodu Jego osią­gnięć zna cały świat. Dość powie­dzieć, że na kon­fe­ren­cję orga­ni­zo­waną z oka­zji przy­pa­da­ją­cych w tym roku 80. uro­dzin Pro­fe­sora przy­jeż­dżają naj­więksi świa­towi spe­cja­li­ści z teo­rii pół­grup ope­ra­to­rów — Jerome Gold­stein z USA, Wol­fgang Arendt z Nie­miec, czy Char­les Batty z Wiel­kiej Bry­ta­nii. Przy­jeż­dżają naukowcy z Fran­cji, Włoch, Hisz­pa­nii, Węgier, Rosji i oczy­wi­ście z Pol­ski. Przy­jeż­dżają z Europy, Azji, Ame­ryki Pół­noc­nej i Afryki. Nazwi­sko „Kisyń­ski” działa jak magnes.

3

Nie opo­wiem Pań­stwu o licz­nych, pre­sti­żo­wych nagro­dach, meda­lach i wyróż­nie­niach, które Pan Pro­fe­sor otrzy­mał. Bo nie one mówią o Nim naj­wy­mow­niej, lecz pasja, z którą pod­cho­dzi do upra­wia­nia mate­ma­tyki. Pasja i wytrwa­łość, z którą stu­diuje nie­do­stępne dla wielu działy i wkłada w nie swoją cząstkę świa­tła i zro­zu­mie­nia. Ilu­struje ją dobrze histo­ria egza­minu z filo­zo­fii, który przy­szły Pro­fe­sor miał wiele lat temu zdać przed swym dok­to­ra­tem i przy­go­to­wał się do niego tylko poło­wicz­nie, bo nur­to­wało go pewne mate­ma­tyczne zagad­nie­nie i po pro­stu nie potra­fił myśleć o niczym innym. Pasję tę prze­ka­zy­wał, jakby mimo­cho­dem, swoim uczniom. Jest wiec oso­bi­ście odpo­wie­dzialny za ist­nie­nie kilku, roz­pro­szo­nych po świe­cie, entu­zja­stów, któ­rzy jak on godziny i dnie poświę­cają jed­nemu — lep­szemu zro­zu­mie­niu. Ale ponosi tez odpo­wie­dzial­ność za kilka prze­ło­mo­wych idei mate­ma­tycz­nych w teo­rii miary, teo­rii pół­grup ope­ra­to­rów, hiper­bo­licz­nych rów­nań róż­nicz­ko­wych cząst­ko­wych i pro­ce­sów Mar­kowa. Jest także odpo­wie­dzialny za kilka idei nie tak może fun­da­men­tal­nych, ale rów­nie pięk­nych i zaska­ku­ją­cych. Za setki stron głę­bo­kiej mate­ma­tyki i tysiące zdu­mie­wa­ją­cych przej­rzy­sto­ścią i pre­cy­zją wykładów.

4

W trak­cie swej nauko­wej kariery Pro­fe­sor Kisyń­ski zwią­zany był z kil­koma insty­tu­cjami nauko­wymi: począw­szy od pracy na UMCS w latach 50tych, poprzez spę­dzone w War­sza­wie lata 60te i 70te — na UW i w Insty­tu­cie Mate­ma­tycz­nym PAN, do powrotu w latach 80tych do Lublina i pracy na naszej uczelni. Co cie­kawe, mimo tego, ze Pro­fe­sor zawsze był bar­dzo nie­za­leżny w swo­ich opi­niach, wszę­dzie pozo­sta­wiał po sobie grono sym­pa­ty­ków jego osią­gnięć i postawy. War­sza­wiacy, szcze­gól­nie ci „wta­jem­ni­czeni” oży­wiają się na Jego nazwi­sko i wspo­mi­nają naj­lep­sze bon moty Pana Pro­fe­sora. Może dla­tego, że jak mało kto potra­fił odkry­wać i doce­niać mło­dych zdol­nych mate­ma­ty­ków i z daleka ota­czać ich bez­in­te­re­sowną, dys­kretną opieką, nie­za­leż­nie od tego jakie mieli poglądy i kto był ich pro­mo­to­rem. A może po pro­stu dla­tego, że nigdy nie pró­bo­wał „być wiel­kim pro­fe­so­rem”, a pozo­sta­wał nor­mal­nym człowiekiem.

5

Sza­nowni Zebrani! Mate­ma­tyczna gene­alo­gia Pro­fe­sora Kisyń­skiego, od któ­rej zaczą­łem, robi wra­że­nie. Mieć wiel­kich nauczy­cieli to jed­nak nie tylko przy­wi­lej, ale i obo­wią­zek. Osią­gnię­cia gigan­tów spra­wiają, że patrzymy na swoją dzia­łal­ność naukową z więk­szą skrom­no­ścią i pil­niej przy­kła­damy się do leżą­cej przed nami pracy. Izaak New­ton miał powie­dzieć „Jeśli zoba­czy­łem coś wię­cej niż inni to tylko dla­tego, że sta­łem na bar­kach olbrzy­mów”. Mate­ma­tyka uczy pokory. Godziny, dnie i mie­siące wytę­żo­nej pracy uświa­da­miają nam jak wspa­nia­łych odkryć doko­nali nasi Ojco­wie i jak nie­wiele, jeśli w ogóle, możemy dodać do ich poj­mo­wa­nia. Ileż to razy sły­sza­łem Pana Pro­fe­sora mówią­cego, że cze­goś nie rozu­mie, że się na tym nie zna, a rów­no­cze­śnie spo­sób w jaki o tym zagad­nie­niu mówił prze­ko­ny­wał mnie, ze rozu­mie je znacz­nie lepiej niż nie jeden „spe­cja­li­sta”. Lubię przy­glą­dać się ideom Ber­no­ul­lich, Lagrange’a, Pois­sona, Dar­boux czy Bie­lec­kiego i odnaj­dy­wać roz­wi­nię­cia ich myśli w dzie­łach Pana Pro­fe­sora Kisyń­skiego. Co powie­dzie­liby, gdyby mogli zoba­czyć jak ten kie­dyś młody, tro­chę nie­po­korny, na pewno nie­sforny uczeń Liceum im. Zamoy­skiego w pro­win­cjo­nal­nym Lubli­nie przez lata prze­bi­jał się do świata wiel­kiej mate­ma­tyki i jak wiele osią­gnął — talen­tem i nie­zrów­naną chę­cią zro­zu­mie­nia. Jeśli dobrze znam Pana Pro­fe­sora, naj­bar­dziej uszczę­śli­wi­łoby go pro­ste zda­nie: „Pań­skie Prace, Panie Pro­fe­so­rze, są naprawdę ciekawe”.

6

Sza­nowny Panie Pro­fe­so­rze! Na wiele spo­so­bów pró­bo­wa­li­śmy, szcze­gól­nie my, mate­ma­tycy z kie­ro­wa­nej przez Pana kate­dry, wyra­zić jak wiele zna­czy dla nas to kim Pan jest i co osią­gnął. Jak prze­możny wpływ wywarły na nas Pań­skie prace, choć czę­sto nie mamy pod­staw by zro­zu­mieć ich pod­stawy. Jak bez­cenne jest to, że tu w Lubli­nie jest ktoś, kto nobi­li­tuje sama swoja obec­no­ścią. Ktoś, komu wstyd byłoby spoj­rzeć w oczy gdy­by­śmy zeszli poni­żej pew­nych stan­dar­dów. Cóż możemy Panu, prócz naszej wdzięcz­no­ści ofia­ro­wać? Ten hono­rowy tytuł, który dziś Uczel­nia Panu nadaje jest tylko jej nader skrom­nym wyra­zem. Cóż możemy obie­cać? Prze­cież nie to, że osią­gniemy tyle co Pan! Może to tylko, że nie zabrak­nie nam pasji w upra­wia­niu mate­ma­tyki. Pań­skie ślady są zbyt głę­bo­kie i wyraźne, byśmy mogli kie­dyś zbo­czyć z tej drogi.